Jako nauczyciel języka angielskiego często podkreślam moim uczniom, że najskuteczniejsza nauka zaczyna się wtedy, kiedy język staje się częścią codzienności. I chyba dlatego angielski towarzyszy mi nie tylko w klasie, ale także na mojej drugiej wielkiej pasji – podróżach rowerowych po Europie.
Od wielu lat przemierzam kontynent na dwóch kółkach. Podróżuję nieszablonowo: sam organizuję swoje wyprawy, wybieram mniej oczywiste trasy, często śpię w namiocie i polegam na życzliwości ludzi, których spotykam po drodze. To właśnie w takich momentach najbardziej czuję, jak ogromne znaczenie ma komunikacja w języku angielskim.
Każda podróż to dla mnie nie tylko przygoda, ale także lekcja – autentyczna, nieprzewidywalna i pełna językowych wyzwań. Rozmowy z innymi rowerzystami, pytanie o drogę w małej wiosce, negocjowanie noclegu, dyskusje o kulturze i kuchni danego kraju… To wszystko sprawia, że angielski staje się narzędziem, które naprawdę żyje.
Te doświadczenia przynoszę potem do klasy. Na lekcjach dzielę się historiami, zwrotami i sytuacjami, które wydarzyły się naprawdę. Dzięki temu moi uczniowie uczą się języka, który służy do komunikacji w realnym świecie – nie tylko w podręczniku.
Jadąc rowerem przez Europę, mam niepowtarzalną okazję poznać ludzi z różnych środowisk i kultur. Rozmawiam, słucham, obserwuję – i uczę się. Tak jak Ty uczysz się angielskiego, ja uczę się mentalności, zwyczajów i sposobu myślenia tych, których spotykam na swojej drodze.
Z każdym kilometrem coraz bardziej doceniam, że istnieje język, który pozwala nam wszystkim się porozumieć. Gdyby nie angielski, wiele sytuacji – od prośby o wodę po rozmowę o życiu w danym kraju – byłoby po prostu niemożliwych.
Bo pozwala wejść w świat, w którym czekają ludzie, historie i miejsca, których nie znajdziemy w żadnym przewodniku. Bo daje swobodę podróżowania, samodzielność i niezależność. Bo otwiera drzwi – zarówno w pracy, jak i w drodze.
I dlatego właśnie z taką pasją uczę angielskiego. Bo wiem, jak bardzo może zmieniać życie.