
Chodzi o to aby czerpać wszystkimi garściami to co nas otacza, zanurzać Cię w przestrzeni i chłonąć nowe słówka, przygody a ograniczenia zamieniać w szanse. Swój postęp w nauce czy przebieg trasy warto nie mierzyć ocenami innych czy przejechanymi kilometrami, ale dobrą zabawą, pozytywnymi emocjami i sercem otwartym na przygodę oraz to co nieznane, nowe i nieprzewidywalne.
Jeśli tak zdefiniujesz swoje podejście do nauki angielskiego, nic Cię nie zatrzyma. Z niepowodzeń zaczniesz wyciągać wnioski, wątpliwości zamienisz w poszukiwania i zgłębianie wiedzy, a lęk przed mówieniem zaczniesz leczyć uśmiechem. To ważne!
Każdy ma słabsze momenty, również w tych czynnościach, które nas pochłaniają i powinny sprawiać radość. Ale sens działania tkwi w tym aby dążyć do celu i odciąć się od negatywnych bodźców z zewnątrz, tzw. „zazdrosnych podpowiadaczy”, którzy rozmawiając z Tobą o podróży często wspominają o zagrożeniach, niewygodach i pułapkach, które czyhają na Ciebie na każdym kroku. Nonsens.
Gdybym kilka lat temu, kiedy zacząłem jeździć na moje wyprawy, posłuchał takich osób, nie przeżyłbym najwspanialszych chwil w życiu. A tak, nie słuchając takich pseudo-rad, doświadczyłem co to znaczy:
spanie na górskiej polanie otoczonej górami we Włoszech
być zamkniętym w pociągu na noc w Szwajcarii
zobaczyć świt nad Florencją i zachód nad Gardą
zatoczyć pętlę wokół Jeziora Genewskiego
wsłuchiwać się w melodię „Madam Butterfly” płynącą po tafli Jeziora Bodeńskiego
paść pod wrażeniem Illuminacji na katedrze w Strasburgu
zgubić (i odnaleźć dokumenty w Szwajcarii)
Pojechać wzdłuż Renu, Menu, Łaby, Sprewy, Wełtawy, Odry, Nysy Kłodzkiej i Łużyckiej, Adygi, Sawy, Padu, Rodanu, Mozelli, Salzach, Drawy, Dunajca, Piawy, Rio Bianco, Bugu, Narwi
uciekać przed deszczem na Triglavie w Słowenii
przeżyć chwile zwątpienia gdy moja partnerka odjechała innych pociągiem w Niemczech
cieszyć się z małych rzeczy, jak ciepły prysznic czy zimne piwo
złapać gumę w Austrii i we Francji poradzić sobie bez żadnych narzędzi
być zaproszonym do przypadkowej osoby do domu na noc we Włoszech
Zgubić się wśród francuskich winnic
I mógłbym tak wyliczać jeszcze wiele i pewnie byłoby równie śmiesznie i ciekawie. Ale udaje mi się wciąż tak podróżować nie dzięki, a pomimo wszelkim radom. Wiadomo, czasem się zgubię, źle obliczę trasę, nie zdążę na pociąg, albo nie będzie biletów na prom. Ale nie to się liczy. Najważniejsze jest aby wierzyć w to co robisz, otoczyć się wartościowymi ludźmi, a jak ich nie ma, to książkami. Zacznij czerpać radość z tego co robisz: czy jest to podróż rowerem, nauka angielskiego czy założenie firmy, albo zamieszkanie na odludziu.
Jest takie powiedzenie, pod którym się podpisuję:
„Go upstream. Go the other way. Ignore the conventional wisdom.”
, bo nawet jeśli pójście pod prąd miałoby Cię kosztować więcej wysiłku, oznaczałoby nocowanie w deszczu pod drzewem, albo jazdę w nocy, to z pewnością nauczy Cię to pokory, nabierzesz dystansu i poznasz siebie w innych niż te codzienne sytuacje, gdzie wszystko jest podane na tacy. A to jest jedna z większych wartości jakie dają mi zarówno podróże, jak i nauczanie angielskiego. Takie przeżycia rzeźbią charakter i kształtują silną wolę do wielu działań w życiu. Wtedy wszystko staje się prostsze i bardziej wykonalne jeśli przejechałeś przez przełęcz 2000 m n.p.m a 1000km wzdłuż Adriatyku pokonałeś pod wiatr.
Bo jak mawia klasyk
„Discipline is the bridge between goals and accomplishment”
Dyscyplina jest pomostem między celami i ich osiągnięciem.
Cenię sobie moje wyprawy, kolejna z nich już niedługo. Góry znowu spłyną do morza, a mój wzrok i myśli do przypadkowo spotkanych osób. Pojadę na skraju kilku malowniczych krain, utworzonych z ludzkich marzeń, zbudowanych na skałach wyobraźni, przez kilka mostów na pewno przejadę, choć z dyscypliną u mnie jest różnie. Bo czasem zapatrzę się dłużej na świt nad wzgórzem pokrytym rosą, poczuję jak spokój płynie prosto z gór, albo zajrzę w lustro duszy ciekawej osoby, albo zostanę dłużej w miasteczku na skale, gdzie wsłucham się w oddech pradawnych snów.
Jasne, że nie zawsze trafisz na most, a zdarzy się że będziesz musiał go utkać ze skrawków swojej wytrzymałości i dodać szczyptę fantazji, aby przejść na drugą stronę tego, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się nierealne . Dodam kilka kolejnych rzek na mojej trasie, jak również nowe znajomości, zatracę się, zagubię, ale na pewno Wam o tym napiszę. Natomiast na bazie tej wyprawy stworzę też scenariusz niejednej lekcji, aby pokazać Wam, że mówienie po angielsku to taka podróż, która jest bliżej niż myślisz, bo odbywasz ją w głąb siebie
Avanti…
by Maciej Kozak