
Podróż wzdłuż buta zakończyła się z mocnym przytupem w Parco Nazionale del Gargano. Ale wcześniej brnąłem pod wiatr, gryząc piasek w zębach ale też smaki tutejszej kuchni. Snułem się po zacisznych mieścinach. Zachłysnąłem się morskim powietrzem i krajobrazem jak ze snu. Przemierzałem przez nieznane mi Marche, Abruzję i Apulię. Desperacko walczyłem o nocleg, błądząc czasem w zaułkach własnej świadomości by spotkać ludzi i ich życzliwość. Posmakować domowej kawy zaprawionej ich ciekawością, uznaniem, by na odchodne usłyszeć; „Catolicco”??
Jedzenie na klifie, drewniane restauracje na palach, przyjazne rozmowy z lokalsami i wstęgi błękitnego morza, to były obrazki które w rytmicznym tempie obracały się wokół mnie..Mknąłem tunelami swoich przemyśleń, czerpałem w płuca wiatr inspiracji do kolejnych wypraw. A bryzgająca o skały woda niczym moja krew w żyłach pulsowała i mówiła dziarskim tonem: Ok, jeszcze trochę tlenu Ci podam
. Dzięki, potrzebowałem go!
Przeszedłem na drugą stronę cypla Gargano, ale też samego siebie. Pchała mnie energia napędzana widokami, a płuca dławiły się morskim powietrzem. Ostroga włoskiego buta nie raz wbijała się w moje mięśnie, dając znać: tak łatwo Ci nie będzie. Ok, nie było, ale dałem radę. Zagrałem jej na nosie i zatańczyłem obcasem. Z cyplem Garganelo dałem sobie radę
to z czym sobie jeszcze nie dam?? ![]()
![]()
Bo to świat jest taki piękny i nieokiełznany, ja sobie tylko jechałem przez setki kilometrów myśli. Przedarłem się przez przełęcze między wyobraźnią a zdrowym rozsądkiem, gdzie żadne kalkulacje nie miały sensu. Zatrzymałem się też na chwilę w zaułkach nadziei, by po chwili wjechać na wyboiste szczyty, gdzie zdałem sobie sprawę, że każda podróż to i tak tylko wycinek tego, co dopiero przed nami ![]()
Basta! ![]()