Czyli o tym, jak pewny angielski potrafi uratować rower, nocleg i… Twoją dumę.

Nie chodzi o „ładny” angielski.
Chodzi o taki angielski, który działa.
________________________________________
Jeżdżę rowerem po Europie od lat.
Były noce na polu namiotowym w Alpach,
pomyłki na włoskich dworcach,
i sytuacje, w których mój rower postanowił się poddać — akurat na środku niczego ![]()
![]()
I wiesz co?
Właśnie wtedy przydaje się nie słownik, ale pewność siebie w mówieniu.
________________________________________
We Francji spóźniłem się na ostatni pociąg dnia.
Zamiast nerwowo machać rękami, powiedziałem spokojnie:
“The thing is, I really need to get to Seville tonight — what can we do about it?”
Efekt?
Uśmiech kasjerki, dodatkowy bilet „z systemu wewnętrznego” i miejsce w pociągu, którego „nie było”.
________________________________________
W Chorwacji, w Poreci nad Adriatykiem nie było biletów na prom na katamaran
Powiedziałem:
“As far as I’m concerned, there’s always space for one more tired traveller.” ![]()
I… znalazły się i to nawet dwa, miejsce przy oknie i dostęp do mini – baru
________________________________________
W Szwajcarskiej Jurze, w górach, gdy zgubiłem dokumenty, zachowałem zimną krew:
“To be honest, I might have left them in the last hut — could you give them a quick call for me?”
Ton spokojny, język płynny, zero paniki.
Efekt? Dokumenty wróciły szybciej, niż mój puls się uspokoił.
________________________________________
Jadać z Berlina do Prag, w Dreźnie wpadłem na mecz 2Bundesligi, nie zdążyłem nawet wypowiedzieć zbyt wielu słów, a od razu skierowano mnie na loże dla Vip-ów i do restauracji All inclusive dla sponsorów… A ja chciałem tylko zapytać gdzie mój sektor. Po chwili zajadałem się już smakołykami ze stadionowego cateringu, oglądając mecz ze Vip – Box…
We Włoszech nie było noclegu w sobotę Wielkanocną, ale za to była wnuczka właścicieli B&B, która okazała się studentką Performance&Art w Londynie…. Skończyło się tym, że nie tylko zaoferowali mi nocleg, ale już drugiego dnia jadłem z całą włoską familią śniadanie wielkanocne. Były śmiechy, luźna atmosfera, i nawet podchwyciłem kilka ciepłych zwrotów:
• Prego, accomodati – proszę, usiądź / rozgość się
• È tutto pronto – wszystko gotowe
• Goditi la colazione – rozkoszuj się śniadaniem
• Non ti preoccupare – nie martw się
• Abbiamo posto per te
Bo o to chodzi w mówieniu po angielsku.
Nie o to, by brzmieć perfekcyjnie,
ale by brzmieć pewnie.
Żeby w hotelu potraktowali Cię poważnie.
Żebyś w sklepie dogadał się bez stresu.
Żebyś — gdy świat zaczyna się walić — mówił jak ktoś, kto wie, co robi.
________________________________________
Wtedy działa magia takich zwrotów jak:
• The thing is…
• As far as I’m concerned…
• To be honest…
• It goes without saying…
• I’m supposed to…
• It’s about time we found a solution, isn’t it? ![]()
To są te małe gramatyczne „szmery bajery”, które sprawiają, że brzmisz nie jak turysta, tylko jak człowiek z planem.
________________________________________
Bo język to nie teoria.
To narzędzie przetrwania — i wygrywania.
W świecie, gdzie każdy coś „googluje” i „translate’uje”,
Ty możesz po prostu powiedzieć:
“Don’t worry — I’ve got this.”
I naprawdę — masz. ![]()
________________________________________
Jeśli też chcesz, żeby Twój angielski brzmiał pewnie, naturalnie i skutecznie,
wpadaj do nas na zajęcia w Hello.
Nie będziemy męczyć Cię listą czasów —
pokażemy Ci, jak mówić tak,
żeby świat słuchał. ![]()
![]()
________________________________________
Hello – tu uczysz się angielskiego, który działa.
Nie tylko w podróży. W życiu. ![]()