
Skoczyńłem swoją kolejną podróż, która biegła przez skalne przepaście i głębokie doliny, ale też głęboko w siebie. Gdzie doświadczyłem to co znaczy jazda w deszczu, zepsute hamulce, zamknięty most a także blask słońca nad jeziorem pełnego zachwytów.
Na styku wielu krajów, kultur i ich języków jechałem dziarsko przed siebie ale i dla siebie, po to by zobaczyć jak strumienie myśli gładko wpadają do tych górskich nad doliną wolniej płynącego czasu. Pokonywałem mosty dobrze ulokowanych nadziei i rozkwiecone polany bujnych myśli.
Ściskałem mocno kierownicę na zakrętach, ale też oczy przed padającym deszczem.
Piąłem się wysoko tam gdzie granica chmur przekraczała tę zdrowego rozsądku. Spotkałem ludzi na swej drodze, z pytaniem dlaczego akurat tutaj jedziesz? Nje mając jednej odpowiedzi, odpowiadałem: „Nastawiłem nawigację na odczuwanie piękna i współrzędne pokazało mi to miejsce.
Przełęcz Col de la Machine nie tylko wbiła w moje mięśnie wiele szpilek, ale też wzrok w bezkresne piękno, sprawiła że wciąż nie uodporniłem się na przyrodę i jej wdzięki.

Jechałem przez miasteczka zatopione w historii, fortece, gdzie historia trwale odcisnęła swe piętno. Otoczony murami średniowiecznego Avigon przeszedłem na drugą stronę lustra. Brnąłem przez setki kilometrów, gdzie rzeki, śluzy i zapory wyznaczały kierunek mojej jazdy. Pchany wiatrem nadziei i energią kolejnych przeżyć, mknąłem tam gdzie czas zwalniał biegu.
Wtapiałem wzrok w dziewicze plaże i wodny świat nad wybrzeżem gdzie horyzont słońca
oznaczał ciepłe dni. Był czas aby pozbierać muszle z plaży, ale też siły na regenerację. Tonąłem w cudownych widokach, ale także w zgiełku turystycznych miast.
Ale co najważniejsze jechałem po swoje, bez nadmiernych ambicji, ale z pokorą co ześle mi los. A że każdego dnia zsyłał niespodzianki.., no cóż? Czasem też te negatywne, w podróży po swojemu nie ma przecież idealnego scenariusza
Tym razem się przekonałem, że podróż rowerem to takie połączenie gimnastyki, biegu z przeszkodami, wytrzymałości i siły perswazji. Ale też szczypta ogromnej wiary w powodzenie
Wartościowe spotkania, ciekawe rozmowy i chęć zabrania z tej wyprawy czegoś więcej niż tylko wspomnień, każe mi wierzyć że ta wyprawa jest niedomkniętym rozdziałem wciąż niekończącej się opowieści.
Voila;)